|
12 lutego 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 11 lutego 2012 00:00 |
|
Kilka dni temu, wieczorem zapukało do drzwi naszej plebani dwóch mężczyzn prosząc o jakieś jedzenie, gdyż są głodni a na zewnątrz siarczysty mróz. Próbowałem skierować ich do schroniska Brata Alberta, lecz usłyszałem, że tam już nie ma miejsca. Zapytałem więc gdzie będziecie spać? Odpowiedzieli – na dworcu. A skąd jesteście? Okazało się, że w zasadzie są tutejszymi obywatelami tylko bezdomnymi. Pytam dalej, a jakiejś rodziny nie macie? W odpowiedzi zobaczyłem machnięcie ręką i krótkie - ach tam rodzina. Rozmowa pozwoliła stwierdzić iż ci bezdomni byli również pod znacznym wpływem alkoholu. Pytam więc, dlaczego pijecie skoro nie macie co jeść? I usłyszałem staropolska śpiewkę – na rozgrzanie. Otrzymali kaloryczne kanapki i uradowani poszli, zapewne na dworzec kolejowy. Przeżyli jeszcze jedną noc, gdyż jednego z nich nazajutrz zobaczyłem na jednej z ulic naszego miasta. Przytoczyłem to wydawałoby się banalne zdarzenie, ale nie można obojętnie przechodzić obok takich problemów nurtujących przecież nasze społeczeństwo. Zjawisko bezdomności istnieje w każdym państwie, nawet w tych najbogatszych krajach są ludzie, którzy wybierają taki styl życia. W naszym kraju zjawisko to jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku nie było powszechnie problemem. Komuniści w imię poprawności ideologicznej „zadbali” by każdy obywatel miał dach nad głową. Po roku 1989 zobaczyliśmy bezdomność w całej rozciągłości. Przyczyn bezdomności jest wiele: obok dobrowolnego wyboru (tych jest mniejszość) przyczyną jest rozluźnienie więzi rodzinnych i społecznych, postawa roszczeniowa, lenistwo, niezaradność życiowa, konflikty rodzinne, choroby psychiczne, alkoholizm. Wiele z tych przyczyn można usunąć trzeba jednak ogromnego wysiłku by przekonać takiego bezdomnego do zmiany życia, do ukazania na nowo jego sensu. Trzeba też i pomocy organizacyjnej i materialnej. Państwo powinno znaleźć takie rozwiązania, które szanując wolność człowieka pozwoli mu na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Ponadto ci którzy wybierają bezdomność muszą pamiętać, że w jakiś sposób ograniczają wolność innych, zmuszając ich do zajęcia się ich losem. Jesteśmy chrześcijanami i naszym obowiązkiem jest wrażliwość na los człowieka, który poddaje się destrukcji. Jeżeli nie podamy mu ręki – nie tyle z kromką chleba ile z trwałymi rozwiązaniami - nie mamy co liczyć na jakiekolwiek miłosierdzie Boże. Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych mnieście uczynili - pytanie, czyje są to słowa?
|
|
5 lutego 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 04 lutego 2012 00:00 |
|
Styczeń to miesiąc intensywnych spotkań z parafianami. Myślę tu nie tylko o kolędzie – zresztą bardzo miłej, lecz także o spotkaniach opłatkowych z rozmaitymi grupami parafian. Dawały one okazję do wspólnej modlitwy, kolędowania a także do poznania się i wymiany zdań na wiele tematów dotyczących życia społecznego, religijnego czy rodzinnego. Dla mnie była to okazja do poznania tego co jest ważne dla parafian a także sposobu patrzenia na wiele zjawisk społecznych. Każdy duszpasterz nie jest zawieszony w próżni lecz działa w pewnym środowisku o określonych potrzebach, kulturze i mentalności. Musi mieć świadomość tych aspektów, które są ważne w pracy formacyjnej. Duszpasterz to nie ten, który świadczy usługi religijne lecz ten, ma za zadanie nieść przekaz Bożej prawdy i skłaniania ludzi do pójścia za nią. Członkowie rozmaitych grup duszpasterskich, jak odczułem, są zatroskani o wspólnotę naszej parafii. Wyrażali wiele postulatów co do sposobu funkcjonowania, stawiali pytania na które chętnie odpowiadałem. Mając na uwadze pewne wnioski z Misji Świętych zaproponowałem wprowadzenie modlitwy zwanej Liturgią Godzin na wzór modlitwy odmawianej codziennie przez kapłanów a zwanej skrótowo brewiarzem. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem i już wkrótce pojawi się w naszym kościele ten rodzaj modlitwy zwanej też brewiarzem świeckich. Otóż rano 20 minut przed mszą o godz. 8.00 będzie odmawiana „Jutrznia” a wieczorem 20 minut przed godz. 18.00 będą odmawiane „Nieszpory”. Początkowo modlitwę prowadzić będą kapłani do momentu wdrożenia się parafian i naturalnym wyłonieniu osób mogących przewodniczyć takiej modlitwie. Już dzisiaj zachęcam do zaznajamianie się z tą forma modlitwy Kościoła.
|
|
|
29 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 28 stycznia 2012 00:00 |
|
Wychowanie dziecka wydaje się być czymś drugorzędnym w pojmowaniu swoich obowiązków przez wielu młodych rodziców. Instytut Badań Edukacyjnych zapytał rodziców dziesięciolatków o ich wyobrażenie na temat dobrej szkoły. Posypały się wysokie procenty odpowiedzi jak najbardziej pożądanych: szkoła ma mieć dobrą kadrę, uczniowie dobre wyniki, bezpieczeństwo, dodatkowe zajęcia, wszechstronny rozwój zaś na końcu współpraca z rodzicami dziecka. Z tego można wyciągnąć następujący wniosek: rodzice wychowanie dziecka przerzucają na szkołę, sami nie chcą brać udziału w tym trudnym zadaniu. Jeden z profesorów Uniwersytetu Warszawskiego ostrzega jednak rodziców, że szkoła słabo sobie radzi z wychowaniem dzieci, zresztą jej rola w tej dziedzinie nigdy nie była zbyt duża. I to jest prawda, której wielu nie chce przyjąć. Wielu rodziców nie ma pojęcia o wychowywaniu dziecka gdyż małżeństwo kojarzy im się z życiem we dwoje bez dodatkowych obciążeń. Pojawiające się, często bardzo przypadkowo, dziecko postrzegają jako miłą zabawkę, którą po pewnym okresie trzeba oddać na wychowanie „powołanej do tego instytucji” jaka jest szkoła. Odprowadzają więc dziecko do szkoły i zamykając drzwi uważają, że należycie wypełnili swoje obowiązki. Być może, jest to zbyt skrajne widzenie problemu, ale mam coraz więcej obserwacji by być zaniepokojonym narastaniem tego zjawiska. Przyglądając się wielu parom narzeczonych, ich sposobowi przygotowania do roli małżonków i rodziców, traktowania siebie wzajemnie, widzę jak odchodzi się od modelu trwałej rodziny. Mnie ma być dobrze a dziecko jakoś sobie poradzi, przecież ma co jeść, gdzie mieszkać, chodzi do szkoły to czegóż więcej mu potrzeba – zdaje się mówić taki rodzic. Adresuję te przemyślenia do rodziców, którzy pogubili się na swojej życiowej drodze i „zgubili” swoje dzieci.
|
|
22 stycznia 2012r. |
|
|
|
Wpisany przez ks. Ryszard Piasecki
|
|
sobota, 21 stycznia 2012 00:00 |
|
Banalny problem muszę dzisiaj poruszyć. Otóż proszono mnie bym przypomniał o bardzo ważnym elemencie kultury osobistej jakim jest ustępowanie miejsca siedzącego osobie starszej, inwalidzie lub kobiecie. Pamiętam Polską Kronikę Filmową z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, pokazującą jakimi dżentelmenami są Polacy, z radością odstępujący miejsce osobie starszej lub kobiecie. Dzisiaj PKF odnotowałaby z pewnością taki obrazek: tramwaj, miejski autobus - kilkuletnie dziecko, rumiana panienka i pełni sił młodzieniec wygodnie siedzą no bo byli pierwsi a obok stoi staruszek kurczowo trzymając się niewygodnego uchwytu lub zmęczona pracą matka trzymająca za ręce dwójkę dzieci. Beztroska i radość siedzących wcale się nie kłóci z lękiem i zmęczeniem stojącym. Ot, przecież jest demokracja i wolność - słyszę z ust siedzących szczęśliwców. Drodzy to jest prosty brak kultury. Zostawmy wolność i demokrację bo one tego nie dotyczą. Zastanawiam się tylko, gdzie leży przyczyna takich zachowań? Ktoś podpowiedział mi, że to wszystko bierze się z zachwianej hierarchii wartości. Proszę zobaczyć jaką pozycję ma dziecko chociażby przy stole: zajmuje „zachciane” miejsce, pierwsze otrzymuje posiłek, grymasi i głośno wyraża niezadowolenie, rodzice skaczą wokół dziecka zapominając o babci, innych dorosłych, itd. Pomyślałem – masz rację przecież sam byłem wiele razy w takiej sytuacji – zaproszony jako gość musiałem przez długie minuty znosić wybryki dziecka, z którym rodzice nie dawali sobie rady a całe spotkanie wypełnione było tematem dziecka popisującego się swoją wolnością. Na szczęście spotykam, wiele pięknych przykładów właściwych zachowań i jak mi się wydaje także w naszym kościele, gdzie jest niewiele miejsc siedzących, nie ma problemu z ustępowaniem miejsca siedzącego temu komu się ono należy. PS. Jeżeli się mylę to bardzo proszę zrobić wszystko, abym się nie mylił.
|
|